wtorek, 10 czerwca 2014

7 days left


Hellooo!


To już tylko 7 dni, ostatni tydzień, ostatni wtorek, ostatni weekend, ostatni ostatni! Cieszę się i płaczę na zmianę. Jednego dnia już się pakuję z roześmianą japą, drugiego dnia zbiera mi się na płacz, że muszę to wszystko tutaj zostawić... To jest takie niesprawiedliwe, że nie mogę być zdecydowana na 100%, że chcę tego i tego. Przez ostatni czas nawet nie mogłam się zebrać, żeby tutaj coś napisać, bo wszystko wydaje mi się bezsensowne i banalne. Jak mam niby podsumować ten rok? A właściwie to około 10 miesięcy. Widziałam tyle pięknych miejsc, poznałam tylu ciekawych ludzi, zakochałam się w swoim mieście i tak dalej i tak dalej. To już wiecie.
Jednego tylko jestem pewna. To była najlepsza decyzja w moim życiu, żeby tutaj przyjechać.
Nie będę się tak rozpisywać. Tego i tak nie chce się czytać. Pamiętam moje pierwsze wpisy, długie o wszystkim, wszystko mnie wtedy tak fascynowało. Jeeej amerykański dom, amerykańskie jedzenie, amerykański samochód, amerykański stół, amerykańska poduszka, amerykański widelec, amerykańskie drzewo, amerykańskie, bo to z Ameryki, bo ja jestem w Ameryce... Wiele się zmieniło przez ten czas! Ja się zmieniłam. Tak uważam. Z resztą rodzina i znajomi sami to ocenią, reszta no cóż... uwierzcie mi :) Ale tak na poważnie, to jest niesamowita szkoła życia, zaczynasz patrzeć na pewne sprawy inaczej. Ja na pewno stałam się bardziej niezależna, samodzielna i odważna. Niestety, ale tutaj inaczej się nie da.
Wyjeżdżam z niedosytem, nie zrobiłam wszystkiego, co sobie zaplanowałam, nie pojechałam wszędzie, gdzie chciałam. Ale to specjanie :) Zostawiam sobie pewne rzeczy na następny raz, bo musi być następny! Nie dopuszczam do siebie myśli, że tutaj kiedyś nie wrócę. Na długo czy na krótko- wrócę!
Trochę się u mnie ostatnio działo. Staram się wykorzystać każdy weekend z przyjaciółmi na 100%. Opuszczam dom z samego rana i wracam późnym wieczorem, albo i nie wracam xd Tysiące rozmów, obietnic, nadziei i każdego dnia zastanawiam się jak tutaj zacząć moje nowe życie. Obawiam się tego strasznie i również jestem podekscytowana. Niczego nie żałuję, niczego nie zrobiłabym inaczej.
Nie wiem czy to już ostatni post z mojego życia w Bostońskim New England. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to już koniec tego bloga i nie potrafię napisać nic mądrego na zakończenie :(
Póki niczego nie wymyślę, chciałam podziękować wszystkim, którzy podąrzali w tą podróż razem ze mną, dziekuję za wszystkie miłe i te nie miłe komentarze, wszystkie mnie czegoś nauczyły. Dziekuje, że czytaliście i byliście zainteresowani!
Zostawiam Wam prawdopodobnie ostatnią porcje zdjęć. Taki mix z ostatnich szalonych weekendów.


 Portland, ME























 tak sobie mieszkałyśmy przez weekend
w Portland znalazłyśmy polskie słodycze :)

niektórzy inne rzeczy...

 secret shop




 Boston, MA



















Believe me, nothing happens for no reason.




   xoxo,