poniedziałek, 25 listopada 2013

Jadę do NYC

Hot news!

Zawsze chciałam być w Nowym Jorku w czasie Świąt Bożego Narodzenia (chyba każdy chce), a ponieważ do tego miasta mam jakieś 4h busem to jadę, a co! Także w drugim tygodniu grudnia weekend spędzę na Manhattanie. Bernadetta (nowa au pair z Włoch) i Andrea, której na moim blogu pełno, jadą ze mną. Bilet już jest, hotel właściwie też więc nie ma odwrotu :)



Cieszę się strasznie, mam nadzieję dużo zobaczyć (pierwsza wycieczka nie do końca się udała jak pamiętacie przez zepsuty autobus) i poczuć tę magię świąt, mimo, że nie spędzę ich w tym roku z moją rodziną. Wiele dziewczyn wyjeżdża w tym czasie do swoich krajów, ale ja stwierdziłam, że mam jedyną okazję spędzić te święta w innym miejscu i moja rodzina się z tym pogodziła. Mam wolne właściwie od 20 grudnia do 5 stycznia, ale na święta zostanę oczywiście z Host Family. Co z resztą wolnego czasu i sylwestrem? Mam milion pomysłów na minutę i trochę późno się za to zabrałam, bo ceny biletów gdziekolwiek rosną z każdym dniem, ale nie dam się i coś wymyślę. Jedno jest pewne- nie zamierzam spędzić tego sylwestra w domu i prawdopodobnie nie w Bostonie. O wszystkim będę informować na bieżąco :)
A w ten czwartek Thanksgiving, jedno z ulubionych świąt Amerykanów. Ciekawa jestem jak to wszystko będzie wyglądało, póki co A. powiedziała mi, że jej rodzina przychodzi do nas na obiad i potem spędzimy ten dzień razem obijając się. Także życzę wszystkim au pair miłego Thanksgiving, a że w Polsce się tego nie obchodzi, to chociaż miejcie równie fajny weekend :)


xoxo,                                      

czwartek, 21 listopada 2013

Birthday/Frost Ice Bar

Pierwszy raz przyszło mi pracować w piątek. Co prawda od 5:30 pm do... właściwie do czasu, kiedy dzieci pójdą spać. I tutaj pojawił się problem bo słowo 'pójdą' jest tutaj względne. Spytałam R. wcześniej, która to powinna być godzina i powiedział, że 10 pm, z czym oczywiście dzieci nie mogły się pogodzić :) Walczyliśmy z tym około pół godziny i w końcu wygrałam. Byli w łóżkach o 10:30, co uważam za sukces. Z perspektywy czasu widzę, że pozwalałam im za dużo na początku i teraz są tego skutki. Niestety, nie wyrobisz sobie tego na początku, później masz jeszcze większy problem. Chodzi o to, że chciałam do tego podejść trochę inaczej, być też ich przyjacielem, nie tylko 'zrób tamto, nie rób tamtego'. To nie działa.
Także dla przyszłych au pair- jasne zasady od razu, bo inaczej dzieci wejdą Wam na głowę. Może ujęłam to źle, jak najbardziej bądźcie też przyjaciółmi, ale nie łamcie pewnych reguł. Podam przykład. 'Moje' dzieci mają zakaz używania komputera w ciągu dni szkolnych, wyłącznie do odrabiania lekcji. Hasło znam ja i rodzice, więc jeśli dzieci potrzebują go użyć w celach szkolnych, mogę im to hasło wpisać. Jak by tu nie korciło przy okazji włączyć np. youtube i obejrzeć jakieś głupkowate filmiki/teledyski/whatever? Pozwalałam. Nie przez pół dnia ale sam fakt, że pozwalałam wystarczył.
Teraz myślą, że mogą zawsze i obrażają się, jak każę im wyłączyć. I dlaczego? Chciałam im dać trochę radości, wolności, żeby mogli sobie poużywać choć przez chwilę kiedy rodziców nie ma. Teraz zmieniłam podejście, sami zauważyli, że ze mną już tak łatwo nie ma. Przez to też widzę, że zwiększa się ich szacunek do mnie. Słuchają się za drugim razem, a nie za dziesiątym, bo wiedzą, że nie mam zamiaru odpuścić. Ostatnio doszłam do tego i teraz staram się to zmienić, póki jeszcze mogę.
Pisałam ostatnio, że zamierzałam z innymi au pair urządzić urodziny Andrei. Wyszło całkiem fajnie. Zsofia (au pair z Węgier) odebrała ją z domu i przywiozła w umówione miejsce z opaską na oczach. Wszystkie już czekałyśmy. Mel z Anglii, Monaliza z Brazylii, Amanda z Nowej Zelandii i ja :) Nie pamiętam nazwy tego miejsca, ale bardzo ciekawe, gdzie można spędzić czas z przyjaciółmi lub dziećmi i przy tym włączyć swoją kreatywność. Chodzi o to, że wybierasz sobie rzecz zrobioną z gipsu (chyba), może to być talerz, kubek, jakaś mała rzeźba typu pies, postacie z bajek, wazon, ptaki, kwiatki sratki i w ogóle wszystko, co sobie wymyślisz lub znajdziesz tam na półce. Dostajesz fartuszek, farbki, pędzelki i zabierasz się do malowania. Robisz to tak, jak Ci się podoba, sam wybierasz kolory i malujesz! Na koniec podchodzisz do miłej pani, która spryskuje twoje dzieło specjalnym lakierem, przez co wygląda to bardziej profesjonalnie. Efekt jest na prawdę ciekawy, lepiej to wygląda oczywiście na żywo, ale zrobiłam Wam zdjęcie, żeby pokazać co zrobiłam.


 Wybrałam literę B, jak Boston i przyozdobiłam to w loga naszych klubów sportowych. Od góry:
1. New England Patriots- football
2. Boston Bruins- hokej
3. Boston Red Sox- baseball
4. Boston Celtics- koszykówka
Z wszystkich 4-ech Massachusetts jest tak samo dumne :) No może w tym roku trochę bardziej z Red Sox, bo są Mistrzami Świata, a co tam...

Brazylia, Polska, Nowa Zelandia, Węgry, Niemcy, Wielka Brytania


Później Andrea zaprosiła nas na obiad i bowling, tylko skład się trochę zmienił. Wygrałam :)

Finlandia, Polska, Niemcy, Węgry, Nowa Zelandia, Niemcy

Tak, a w niedzielę byłam w końcu w Frost Ice Bar. Poczułam się trochę jak na biegunie, jak eskimos. Na samym wejściu dostaliśmy kurki, czy poncza, nie wiem nawet jak to nazwać ale zobaczycie na zdjęciu. Dobrze, że nam to dali, bo w środku było jakieś -10 °C. Aaa i rękawiczki też, ale akurat miałam swoje. Na początku było znoście chłodno, ale jak się pobyło tam dłużej, zaczynało mrozić. Radzili nam być tam około 40 min, byłyśmy jakieś pół godziny. Było ciekawie, choć spodziewałam się, że będzie to trochę większe. W każdym razie wszystko z lodu! Siedzenia, stoły, bar, żyrandol (który robił największe wrażenie), ściany i w ogóle wszystko! Popijałyśmy sobie soczek ze szklanek zrobionych z lodu, które rozpływały się w tym samym momencie. Warto pójść, mimo, że nie jest to za wielka przestrzeń. Najlepiej iść w niedzielę, bilety studenckie to 10$. Macie trochę zdjęć:


































































To tyle ze śnieżnego świata. Właściwie to Massachusetts znów mnie zaskoczyło pogodą. Tak jak pisałam padał już śnieg ostatnio, który przegapiłam, bo spałam, a jakieś parę dni temu chodziłam na krótkim rękawku, bo było tak ciepło :) 

This place will never stop make me surprised!


xoxo,                                           

środa, 13 listopada 2013

Laser Tag i inne atrakcje

Ziiiiima idzie!
Już na serio, zrobiło się strasznie zimno w Massachusetts. Podobno w środę spadł pierwszy śnieg, ale przegapiłam go, bo spałam. Kiedy się obudziłam, to już dawno go nie było. Na zimę jestem gotowa w 75%. Kupiłam najcieplejszą kurtkę jaką znalazłam, czapkę i rękawiczki. Potrzebuję jeszcze jakiś wielkich butów typu trapery i zaczynam sezon. Nie przepadam za zimą, nie lubię zimna, ciągle marznę, ale zima w USA to przecież coś innego. Ostatnio koleżanka z Brazylii wstawiła film na fb, kiedy pierwszy raz zobaczyła śnieg na oczy! Mieszka w Ohio i z Brazylii wcześniej nie wyjeżdżała, więc to było trochę zabawne. Także jak kto woli, ja tam zamierzam się ciepło opatulić i przeżyć jakoś tą zimę. Jedyny plus to zabawy w śniegu i czas na narty/snowboard!
Weekend był zajęty. W piątek wybrałam się w końcu do polskiej dzielnicy w Bostonie. Tradycyjnie zielona linia metra ze stacji Riverside, zmieniłam na czerwoną na Park St. i wysiadłam na Andrew. Stamtąd trzeba było się przejść jakieś 2 min i byłam na miejscu. Trochę mi się smutno zrobiło, bo nie wyglądało to jakoś pięknie, zadbanie... Nie nazwę tego miejsca slumsami, nigdy! No ale bogata dzielnica to to nie jest... Tak, czy inaczej po wejściu do polskiego sklepu mało się nie popłakałam, wydałam w nim jakieś 20$ i nie patrzyłam na to wcale! Było mi strasznie miło porozmawiać chociaż chwilę z polską ekspedientką, przeszłam się do polskiego kościoła (był zamknięty), minęłam polską knajpę i to właściwie na tyle... Aaa jest jeszcze coś jak Polish American Citizen Club z pomnikiem Kazimierza Pułaskiego.





 W sobotę spędziłam pół dnia w Centrum Nauki w Bostonie. Wszystko podobne jak w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, tylko większe, ciekawsze, bardziej zatłoczone. Bilety tanie nie są, koleżanka mi mówiła że jakieś 38$, na szczęście ja mam swoją hostkę :) Można tam spędzić cały dzień, po drodze iść na jakieś pokazy/wykłady/projekcje filmowe. A obiad można zjeść z takim widokiem:


Niektóre rzeczy bardzo mnie zaciekawiły, inne rozczarowały. Przyciskami bawiłam się, aby zobaczyć, gdzie jakie miasto leży w okolicach Bostonu. Mapa była na całą ścianę, czerwone punkty się świeciły i oto znalazłam Cambridge, Newton, Wellesley, Brookline itd. W innym miejscu iluzja, zabawa z cieniem, leżenie na gwoździach, odgadywanie zapachów, niemożliwe układanki i wiele innych zajmujących ci głowę czas. Było ciekawie, odpoczęłam trochę od codziennych zajęć i przy okazji się czegoś nauczyłam.
W ten sam dzień miałyśmy iść z innymi au pair do Frozen Ice Bar. Wszystko z lodu!!! Niestety jedna z nas, która miała przyjść z innymi dziewczynami przeżyła niezłą przygodę i odkładamy to na kiedy indziej. Poprzedniego dnia poszła na jakąś imprezę, napiła się TROCHĘ, po imprezie wzięła taksówkę, dała kierowcy kartę, żeby zapłacić a on ściągnął sobie 100$. I ot tak pozbyła się swoich pieniędzy. Nie no, załamana była, jak do mnie zadzwoniła, ale za głupotę trzeba płacić niestety. Dosłownie.
A w niedzielę miałam cluster meeting, czyli comiesięczne spotkanie z innymi au pair. W sumie to były połączone 3 różne grupy, ale sąsiednie. Tym razem było to Laser Tag! Na pewno każdy z Was wie, co to paintball, więc my zamiast kulek z farbą strzelaliśmy do siebie laserami. Nie mam zdjęć, bo nie mogliśmy zabrać aparatów do środka, ale znalazłam co nieco w google.




Byłam w czerwonej drużynie, która wygrała dwukrotnie! Świetny pomysł na spędzenie czasu, nawet się zmęczyłam i muszę powiedzieć, że mi się podobało. Można się poczuć jak Lara Croft, czy tam James Bond, ja tam uwielbiam takie akcje! Później pizza i napoje za darmo, bo APiA, czy tam lcc zapłaciła także ja tam mogę się tak bawić.
Co do kamery, którą wyprałam ostatnio, młody dostał już od rodziców nową, a ja usłyszałam tylko, że mam się nie martwić, bo to się zdarza. Serio?! Chyba tylko mi. Ciągle czuję się za to winna, ale cóż... Jak oni się tym nie przejmują, to ja też postaram się o tym zapomnieć.
W następny weekend urządzamy Andrei urodziny, więc mamy co robić. Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie jak trzeba.

Do następnego!!


xoxo,                                         

czwartek, 7 listopada 2013

Halloween Party/ Red Sox Champion

Witam!
Zaległości, zaległości, zaległości, wiem! Przepraszam. Chciałam napisać coś na początku tygodnia, ale wciąż czekam na zdjęcia od Andrei, nadal ich nie mam... Natomiast w przyszły weekend też będę trochę zajęta, dlatego spróbuję jakoś bez tych zdjęć opisać Wam co u mnie.
Halloween już minęło. Mimo, że czekałam na nie tak długo, mignęło mi i nawet nie wiem kiedy. Trochę jestem rozczarowana, może dlatego, że typowego Halloween Party z ludźmi z koledżu nie przeżyłam, ale w sumie to spędziłam fajnie czas. Ciągle mam problem z tym, że nie jestem pełnoletnia. Czuję się, jakbym miała znów 16, czy 17 lat. Typowych imprez halloween'owych była masa! Chodzi mi o kluby i różne lokale, ale większość 21+ lub bardzo daleko. Może następnym razem.
Ja zostałam zaproszona do węgierskiej au pair- Zsofi. Mieszka z węgierską rodziną, ale oni mieszkają już w Stanach od dawna. W sumie to jej host family urządziła to przyjęcie. Trochę au pairek, rodzina, dzieci. Poszłyśmy z najmłodszym dzieckiem Zsofi na tradycyjne Trick or Treat i sama bawiłam się jak dziecko :) Przebranie pożyczyła mi Andrea, byłam wiedźmą (ale zaskoczenie), a ona disco girl. Oklepane, ale nie musiałam kupować specjalnie nowego, więc zaoszczędziłam sporo pieniędzy. Z resztą ważne, że wyglądałam inaczej jak zwykle, a sukienka była na prawdę piękna!




Przed imprezą zostałam też trochę w domu z moją host family i byłam z drugiej strony otwierając dzieciom drzwi. Na prawdę fajna zabawa, niektóre dzieci były przesłodkie! Nadmiar cukru kompletnie mnie tego dnia nie interesował, cukierki każdego rodzaju spróbowane i mimo pewnego niedosytu chyba mogę ocenić mój pierwszy amerykański Hallloween na 4. Jakoś po weekendzie wrzucę więcej zdjęć, bo iPhone średnio radzi sobie w ciemnościach, co widać na zdjęciach, więc robiłyśmy zdjęcia aparatem Andrei. Stay tuned!
W zeszłym tygodniu ukochana drużyna Bostonu Red Sox wygrała mistrzostwo USA, by później wygrać także mistrzostwo ŚWIATA! Boston zwariował, oszalał, pękał z dumy, cieszył się strasznie. O niczym innym się nie mówiło, Red Sox, Red Sox, Red Sox! Też poczułam się dumna, że tutaj mieszkam! Obejrzałam cały meczy w tv, a krótki nie był. Trzeba przyznać, że baseball jest trochę nudny, cały czas musisz czekać, aż coś się wydarzy i nigdy nie wiesz kiedy, możesz tylko się domyślać... Mimo wszystko wywołuje pozytywne emocje, jak dla mnie da się to oglądać, może dlatego, że ja po prostu każdy sport pochłaniam... Różne są opinie, ale ponieważ drużyna z Bostonu jest najlepsza na ŚWIECIE, tak podkreślam na ŚWIECIE, wszyscy ich kochają, bez wyjątków. Akurat mieszkańcy Massachusetts nie są kibicami sukcesu i kochali ich od dawna, nie wiem jak to się dzieje, ale oni po prostu uwielbiają ten sport mimo, że jest nudny. Ostatnio Red Sox udało się wygrać World Series w 1918 r. więc teraz jest to ogromny sukces!
R. i J. pojechali obejrzeć ten mecz na żywo, a na drugi dzień wyprałam młodemu aparat ze zdjęciami z niego i nie pytajcie mnie, jak to się stało. Na szczęście karta pamięci nienaruszona i wszystkie zdjęcia odzyskaliśmy, nadal nie wiem, co z aparatem.
Po wygranej w Bostonie odbyła się parada zwycięzców. Wybrałam się z Andreą, ludzi było straaaasznie dużo i nie znalazłabym chyba osoby bez akcentu baseball'owego. Muszę wspomnieć o tym, jak Boston jest teraz bezpieczny. Przynajmniej ja czułam się tam bezpieczna podczas imprezy masowej. Jak pamiętacie w kwietniu tego roku odbył się maraton, podczas którego doszło do wybuchu bomby, którą podłożyło dwóch... nawet nie wiem jak ich nazwać. Jestem strasznie zła myśląc o tym. I tym bardziej, że teraz tutaj mieszkam. Czuję się tak, jakby ktoś podpalił mój dom. Zakochałam się w Bostonie, o czym mówię często, bo nie wiedziałam, że można tak pokochać miasto. Dlatego na myśl o tym czuję straszną złość i nie mogę sobie wyobrazić, jak musieli się czuć ludzie, którzy to przeżyli. Mijałam to miejsce wiele razy i ciągle czuję to samo. Współczucie, ból i złość!
Teraz Boston jest monitorowany z każdej strony, policja pieszo, na motocyklach, w samochodach, wszędzie. US Army, helikoptery nad głową, pozamykane niektóre ulice, ruch ograniczony, telewizja i wiele innych aspektów, które czynią, że czujesz się bezpieczny. Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, wszyscy są do twojej dyspozycji, coś ci się stanie- prosisz o pomoc lub nawet nie, bo już ktoś przy tobie jest. Jestem pod wielkim wrażeniem całej organizacji tego i przy tym bardzo szczęśliwa. Nie musimy się więcej obawiać i hasło BOSTON STRONG nie wymaga więcej komentarza.
Mówiąc o paradzie... wielkie show! Miasto wynajęło 15 prywatnych łodzi dla zawodników. Każdy miał swoją dla rodziny i przyjaciół. Paradowali po rzece Charles, a przy barierkach na moście nie było miejsca, żeby ich zobaczyć. Szaleństwo i przy tym piękna pogoda! Wiem, że wcześniej jeździli też po mieście, a paradę zakończyli na swoim stadionie, czyli Fenway Park. Pojechałyśmy z Andreą trochę później i dużo przegapiłyśmy, ale chciałam się wyspać tego dnia, z resztą nie zawiodło mnie nawet to, co zobaczyłam. Zdjęcia ściągnęłam z ich strony, bo nie byłabym wstanie tego lepiej ująć.

David Ortiz. MVP i największa obecnie gwiazda baseballu amerykańskiego. Tzw. 'Papi'.








A tak cieszyli się po zwycięstwie.


A więc pękam z dumny i cieszę się razem z nimi :) Co w najbliższy weekend, to będę pisać jak minie, mam nadzieję, że będzie ciekawie i Wam życzę tego samego! 


                                                                                                                             xoxo,