wtorek, 20 maja 2014

Update

Hej,

Dziś post bardzo krótki, właściwie to chciałam napisać tylko jedną rzecz. Pozmieniało się. Znów. Wracam do domu pod koniec czerwca, ponieważ host family oznajmiła mi, że nie będą mnie potrzebować na wakacje. Rok szkolny kończy się 19 czerwca, a dzieci wyjeżdżają już 21-ego.
Czy jestem zła? Byłam, bo powiedzieli mi o tym jakiś tydzień temu. Teraz już mi przeszło i właściwie wszystko obróciło mi się na dobre. Będę wcześniej w domu, załatwię wszystkie sprawy ze studiami i tak dalej. Jedyne co, to musiałam zrezygnować ze zwiedzania, bo w miesiąc to ja nic nie załatwie, a nawet jeśli to wszystko bedzie na wariackich papierach (nawiasem mówiąc nadal przysługuje mi miesiąc zwiedzania). Dlatego powiedziałam, że nie chcę.
Nie mówię jeszcze żegnaj Stanom Zjednoczonym, tylko do zobaczenia za jakiś czas. Chcę wrócić za 2-3 lata. Musiałam więc zostawić sobie coś do zwiedzania! Wtedy będę celować jasno w Kalifornię.
Bloga jeszcze nie zawieszam, zrobię to jak już będę w Polsce, a może znajdę na niego lepszą alternatywę. Zobaczymy. Na razie ostatni miesiąc w Bostonie...





xoxo,                                   

wtorek, 13 maja 2014

Miami & Key West, FL

Dzień dobry!

Dzisiaj wracam do mojej wycieczki życia. Chociaż trwała tylko 4 dni, zobaczyłam piękny kawałek świata. Miami i Key West. Można się tam poczuć trochę jak w raju, zapomnieć o problemach i trochę poimprezować. W pierwszej części skupiłam się tylko na Miami, ale dostałam trochę zdjęć (nareszcie!) więc i tutaj Miami znów się pojawi.
Już kiedyś Wam wspominałam, że ja strasznie lubię po prostu chodzić po mieście, obserwować ludzi, zatrzymywać się gdziekolwiek mnie zainteresuje i zaciekawi. Porozmyślać, pomarzyć, delektować się pięknymi widokami albo szumem oceanu. Mmmm jak by się tam jeszcze wróciło... Także w Miami nie było inaczej, zdjęcia często przypadkowe, ale i te pozowane, klimat kolorowych domków, rowerów, ludzi na rolkach, deskorolkach i w ogóle na wszystkim co ma kółka, wieczór w domku na plaży, imprezy w hostelowej miejscówce, spalone plecy, spacery brzegiem oceanu, palmy wszędzie i JA z oczami jak 5zł. No muszę przyznać, że Miami jest bardzo klimatyczne, w samym centrum rzeczywiście wieżowce, jachty i wszystko warte $$$$$$$$$$$ ale niektóre małe uliczki są takie urocze! Czasami czułam się jak we Włoszech.
Mówiąc o bogatych ludziach, to podobno David Beckham był dzień przed tym jak przyjechałyśmy w jednym z klubów i moje współlokatorki go widziały. Mój kolega za to spotkał Miley Cyrus. Z resztą czemu się tutaj dziwić, Miami to miejsce, w którym każdy chciałby być chociaż raz w życiu, a większość gwiazd ma tam po prostu wypasione apartamenty. Highlife.
To co, trochę zdjęć?





 tatuaż Benny dla jasności :P






















 nasza hostelowa miejscówka


Nie wspomniałam Wam jeszcze nic o ZOO, które odwiedziłyśmy. Ja w sumie nie jestem jakoś super za zwierzętami, ale niektóre zrobiły na mnie wrażenie. W pewnym momencie szliśmy sobie, a koło nas na pozór mało interesujące papużki. W pewnym momencie słyszymy: 'Hello". Poważnie na początku myślałam, że to któreś z nas powiedziało, ale okazało się że to te niepozorne ptaszki. Poza tym małpy, małpki, węże, tygrysy, żółwie, kangury itd. Stwierdzam, że lubię fotografować małpy, w ogóle je lubię :) Zachowują się totalnie jak ludzie i strasznie śmiesznie się to obserwuje.

to maleństwo mnie rozwaliło









 małpi chillout

oo właśnie, a to Victor z nami, sam sobie przyjechał do Miami z Danii

No i ostatni przystanek. Key West. Wypożyczyłyśmy samochód, bo z Miami jest to jakieś 4h jazdy. Nie chciałyśmy jechać z wycieczką, czy busem, bo samochodem jest wygodniej, możesz zostać tyle, ile chcesz i  robić po drodze przystanki. W sumie zrobiłyśmy jeden- na obiad. Miejsce było strasznie klimatycznie, jak na wyspie, stolik nad oceanem, palmy, słomiane budynki, lazurowy kolor wody i MY :) 
W ogóle cała droga na Key West to wyspy i ocean. Jedzie się autostradą jak do nieba, bo z jednej i drugiej strony woda. Piasek na plaży biały, a woda była nieziemsko ciepła. Nie można było się specjalnie ochłodzić. Ale komu to przeszkadza, ludzie siedzieli na plaży z drinkami z parasolką lub piwem i łapali nieustanne promyki słońca. Na prawdę czułam się jak w raju, było to najpiękniejsze miejsce w jakim kiedykolwiek byłam.
Przygotowałam Wam mapę, żeby zobrazować, gdzie właściwie się wybrałyśmy.


a jechało się tak... (to zdjęcie pożyczone jest z google)
 on the way...






 przystanek na końcu świata






Key West





 znalazło mi się dwóch modeli :)




 dobra knajpa, co nie?
zachód słońca w drodze powrotnej





Jak zwykle zdjęcia wyrażają więcej niż tysiąc słów. Nie wiem co mam Wam jeszcze napisać, bo po prostu nie potrafię tego opisać. Szalenie się cieszę, że ta wycieczka nam wyszła, bo możliwe, że to była moja ostatnia taka okazja w życiu.


***

Tak trochę z innej beczki. Decyzja zapadła. Wracam we wrześniu do domu :) Zostało mi już mniej jak 4 miesiące w Stanach Zjednoczonych.



xoxo,