czwartek, 21 listopada 2013

Birthday/Frost Ice Bar

Pierwszy raz przyszło mi pracować w piątek. Co prawda od 5:30 pm do... właściwie do czasu, kiedy dzieci pójdą spać. I tutaj pojawił się problem bo słowo 'pójdą' jest tutaj względne. Spytałam R. wcześniej, która to powinna być godzina i powiedział, że 10 pm, z czym oczywiście dzieci nie mogły się pogodzić :) Walczyliśmy z tym około pół godziny i w końcu wygrałam. Byli w łóżkach o 10:30, co uważam za sukces. Z perspektywy czasu widzę, że pozwalałam im za dużo na początku i teraz są tego skutki. Niestety, nie wyrobisz sobie tego na początku, później masz jeszcze większy problem. Chodzi o to, że chciałam do tego podejść trochę inaczej, być też ich przyjacielem, nie tylko 'zrób tamto, nie rób tamtego'. To nie działa.
Także dla przyszłych au pair- jasne zasady od razu, bo inaczej dzieci wejdą Wam na głowę. Może ujęłam to źle, jak najbardziej bądźcie też przyjaciółmi, ale nie łamcie pewnych reguł. Podam przykład. 'Moje' dzieci mają zakaz używania komputera w ciągu dni szkolnych, wyłącznie do odrabiania lekcji. Hasło znam ja i rodzice, więc jeśli dzieci potrzebują go użyć w celach szkolnych, mogę im to hasło wpisać. Jak by tu nie korciło przy okazji włączyć np. youtube i obejrzeć jakieś głupkowate filmiki/teledyski/whatever? Pozwalałam. Nie przez pół dnia ale sam fakt, że pozwalałam wystarczył.
Teraz myślą, że mogą zawsze i obrażają się, jak każę im wyłączyć. I dlaczego? Chciałam im dać trochę radości, wolności, żeby mogli sobie poużywać choć przez chwilę kiedy rodziców nie ma. Teraz zmieniłam podejście, sami zauważyli, że ze mną już tak łatwo nie ma. Przez to też widzę, że zwiększa się ich szacunek do mnie. Słuchają się za drugim razem, a nie za dziesiątym, bo wiedzą, że nie mam zamiaru odpuścić. Ostatnio doszłam do tego i teraz staram się to zmienić, póki jeszcze mogę.
Pisałam ostatnio, że zamierzałam z innymi au pair urządzić urodziny Andrei. Wyszło całkiem fajnie. Zsofia (au pair z Węgier) odebrała ją z domu i przywiozła w umówione miejsce z opaską na oczach. Wszystkie już czekałyśmy. Mel z Anglii, Monaliza z Brazylii, Amanda z Nowej Zelandii i ja :) Nie pamiętam nazwy tego miejsca, ale bardzo ciekawe, gdzie można spędzić czas z przyjaciółmi lub dziećmi i przy tym włączyć swoją kreatywność. Chodzi o to, że wybierasz sobie rzecz zrobioną z gipsu (chyba), może to być talerz, kubek, jakaś mała rzeźba typu pies, postacie z bajek, wazon, ptaki, kwiatki sratki i w ogóle wszystko, co sobie wymyślisz lub znajdziesz tam na półce. Dostajesz fartuszek, farbki, pędzelki i zabierasz się do malowania. Robisz to tak, jak Ci się podoba, sam wybierasz kolory i malujesz! Na koniec podchodzisz do miłej pani, która spryskuje twoje dzieło specjalnym lakierem, przez co wygląda to bardziej profesjonalnie. Efekt jest na prawdę ciekawy, lepiej to wygląda oczywiście na żywo, ale zrobiłam Wam zdjęcie, żeby pokazać co zrobiłam.


 Wybrałam literę B, jak Boston i przyozdobiłam to w loga naszych klubów sportowych. Od góry:
1. New England Patriots- football
2. Boston Bruins- hokej
3. Boston Red Sox- baseball
4. Boston Celtics- koszykówka
Z wszystkich 4-ech Massachusetts jest tak samo dumne :) No może w tym roku trochę bardziej z Red Sox, bo są Mistrzami Świata, a co tam...

Brazylia, Polska, Nowa Zelandia, Węgry, Niemcy, Wielka Brytania


Później Andrea zaprosiła nas na obiad i bowling, tylko skład się trochę zmienił. Wygrałam :)

Finlandia, Polska, Niemcy, Węgry, Nowa Zelandia, Niemcy

Tak, a w niedzielę byłam w końcu w Frost Ice Bar. Poczułam się trochę jak na biegunie, jak eskimos. Na samym wejściu dostaliśmy kurki, czy poncza, nie wiem nawet jak to nazwać ale zobaczycie na zdjęciu. Dobrze, że nam to dali, bo w środku było jakieś -10 °C. Aaa i rękawiczki też, ale akurat miałam swoje. Na początku było znoście chłodno, ale jak się pobyło tam dłużej, zaczynało mrozić. Radzili nam być tam około 40 min, byłyśmy jakieś pół godziny. Było ciekawie, choć spodziewałam się, że będzie to trochę większe. W każdym razie wszystko z lodu! Siedzenia, stoły, bar, żyrandol (który robił największe wrażenie), ściany i w ogóle wszystko! Popijałyśmy sobie soczek ze szklanek zrobionych z lodu, które rozpływały się w tym samym momencie. Warto pójść, mimo, że nie jest to za wielka przestrzeń. Najlepiej iść w niedzielę, bilety studenckie to 10$. Macie trochę zdjęć:


































































To tyle ze śnieżnego świata. Właściwie to Massachusetts znów mnie zaskoczyło pogodą. Tak jak pisałam padał już śnieg ostatnio, który przegapiłam, bo spałam, a jakieś parę dni temu chodziłam na krótkim rękawku, bo było tak ciepło :) 

This place will never stop make me surprised!


xoxo,                                           

1 komentarz:

  1. Jak ja kocham czytac Twoje notki !! :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń