czwartek, 7 listopada 2013

Halloween Party/ Red Sox Champion

Witam!
Zaległości, zaległości, zaległości, wiem! Przepraszam. Chciałam napisać coś na początku tygodnia, ale wciąż czekam na zdjęcia od Andrei, nadal ich nie mam... Natomiast w przyszły weekend też będę trochę zajęta, dlatego spróbuję jakoś bez tych zdjęć opisać Wam co u mnie.
Halloween już minęło. Mimo, że czekałam na nie tak długo, mignęło mi i nawet nie wiem kiedy. Trochę jestem rozczarowana, może dlatego, że typowego Halloween Party z ludźmi z koledżu nie przeżyłam, ale w sumie to spędziłam fajnie czas. Ciągle mam problem z tym, że nie jestem pełnoletnia. Czuję się, jakbym miała znów 16, czy 17 lat. Typowych imprez halloween'owych była masa! Chodzi mi o kluby i różne lokale, ale większość 21+ lub bardzo daleko. Może następnym razem.
Ja zostałam zaproszona do węgierskiej au pair- Zsofi. Mieszka z węgierską rodziną, ale oni mieszkają już w Stanach od dawna. W sumie to jej host family urządziła to przyjęcie. Trochę au pairek, rodzina, dzieci. Poszłyśmy z najmłodszym dzieckiem Zsofi na tradycyjne Trick or Treat i sama bawiłam się jak dziecko :) Przebranie pożyczyła mi Andrea, byłam wiedźmą (ale zaskoczenie), a ona disco girl. Oklepane, ale nie musiałam kupować specjalnie nowego, więc zaoszczędziłam sporo pieniędzy. Z resztą ważne, że wyglądałam inaczej jak zwykle, a sukienka była na prawdę piękna!




Przed imprezą zostałam też trochę w domu z moją host family i byłam z drugiej strony otwierając dzieciom drzwi. Na prawdę fajna zabawa, niektóre dzieci były przesłodkie! Nadmiar cukru kompletnie mnie tego dnia nie interesował, cukierki każdego rodzaju spróbowane i mimo pewnego niedosytu chyba mogę ocenić mój pierwszy amerykański Hallloween na 4. Jakoś po weekendzie wrzucę więcej zdjęć, bo iPhone średnio radzi sobie w ciemnościach, co widać na zdjęciach, więc robiłyśmy zdjęcia aparatem Andrei. Stay tuned!
W zeszłym tygodniu ukochana drużyna Bostonu Red Sox wygrała mistrzostwo USA, by później wygrać także mistrzostwo ŚWIATA! Boston zwariował, oszalał, pękał z dumy, cieszył się strasznie. O niczym innym się nie mówiło, Red Sox, Red Sox, Red Sox! Też poczułam się dumna, że tutaj mieszkam! Obejrzałam cały meczy w tv, a krótki nie był. Trzeba przyznać, że baseball jest trochę nudny, cały czas musisz czekać, aż coś się wydarzy i nigdy nie wiesz kiedy, możesz tylko się domyślać... Mimo wszystko wywołuje pozytywne emocje, jak dla mnie da się to oglądać, może dlatego, że ja po prostu każdy sport pochłaniam... Różne są opinie, ale ponieważ drużyna z Bostonu jest najlepsza na ŚWIECIE, tak podkreślam na ŚWIECIE, wszyscy ich kochają, bez wyjątków. Akurat mieszkańcy Massachusetts nie są kibicami sukcesu i kochali ich od dawna, nie wiem jak to się dzieje, ale oni po prostu uwielbiają ten sport mimo, że jest nudny. Ostatnio Red Sox udało się wygrać World Series w 1918 r. więc teraz jest to ogromny sukces!
R. i J. pojechali obejrzeć ten mecz na żywo, a na drugi dzień wyprałam młodemu aparat ze zdjęciami z niego i nie pytajcie mnie, jak to się stało. Na szczęście karta pamięci nienaruszona i wszystkie zdjęcia odzyskaliśmy, nadal nie wiem, co z aparatem.
Po wygranej w Bostonie odbyła się parada zwycięzców. Wybrałam się z Andreą, ludzi było straaaasznie dużo i nie znalazłabym chyba osoby bez akcentu baseball'owego. Muszę wspomnieć o tym, jak Boston jest teraz bezpieczny. Przynajmniej ja czułam się tam bezpieczna podczas imprezy masowej. Jak pamiętacie w kwietniu tego roku odbył się maraton, podczas którego doszło do wybuchu bomby, którą podłożyło dwóch... nawet nie wiem jak ich nazwać. Jestem strasznie zła myśląc o tym. I tym bardziej, że teraz tutaj mieszkam. Czuję się tak, jakby ktoś podpalił mój dom. Zakochałam się w Bostonie, o czym mówię często, bo nie wiedziałam, że można tak pokochać miasto. Dlatego na myśl o tym czuję straszną złość i nie mogę sobie wyobrazić, jak musieli się czuć ludzie, którzy to przeżyli. Mijałam to miejsce wiele razy i ciągle czuję to samo. Współczucie, ból i złość!
Teraz Boston jest monitorowany z każdej strony, policja pieszo, na motocyklach, w samochodach, wszędzie. US Army, helikoptery nad głową, pozamykane niektóre ulice, ruch ograniczony, telewizja i wiele innych aspektów, które czynią, że czujesz się bezpieczny. Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, wszyscy są do twojej dyspozycji, coś ci się stanie- prosisz o pomoc lub nawet nie, bo już ktoś przy tobie jest. Jestem pod wielkim wrażeniem całej organizacji tego i przy tym bardzo szczęśliwa. Nie musimy się więcej obawiać i hasło BOSTON STRONG nie wymaga więcej komentarza.
Mówiąc o paradzie... wielkie show! Miasto wynajęło 15 prywatnych łodzi dla zawodników. Każdy miał swoją dla rodziny i przyjaciół. Paradowali po rzece Charles, a przy barierkach na moście nie było miejsca, żeby ich zobaczyć. Szaleństwo i przy tym piękna pogoda! Wiem, że wcześniej jeździli też po mieście, a paradę zakończyli na swoim stadionie, czyli Fenway Park. Pojechałyśmy z Andreą trochę później i dużo przegapiłyśmy, ale chciałam się wyspać tego dnia, z resztą nie zawiodło mnie nawet to, co zobaczyłam. Zdjęcia ściągnęłam z ich strony, bo nie byłabym wstanie tego lepiej ująć.

David Ortiz. MVP i największa obecnie gwiazda baseballu amerykańskiego. Tzw. 'Papi'.








A tak cieszyli się po zwycięstwie.


A więc pękam z dumny i cieszę się razem z nimi :) Co w najbliższy weekend, to będę pisać jak minie, mam nadzieję, że będzie ciekawie i Wam życzę tego samego! 


                                                                                                                             xoxo,

2 komentarze:

  1. WOW! swietne zdjecia! i mialas sliczny stroj :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to wszystko świetnie wygląda. Pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń