środa, 19 marca 2014

St. Patrick's Day i inne

Hej!

Teoretycznie dzień św. Patryka wypada w poniedziałek, ale ponieważ jest to dzień pracujący, w tym roku obchodziliśmy go dzień wcześniej, czyli w niedzielę. W Bostonie oczywiście odbyła się wielka parada, jak dowiedziałam się na kursie (który skończyłam, woohoo!), w Bostonie odbyła się ona jako pierwsza. Jest to irlandzkie święto, które obchodzi się obecnie w wielu krajach. Jakże jestem dumna, że zapoczątkowano to w Massachusetts, już dawno słyszałam i widziałam, że Boston słynie z wielu irlandzkich pubów- właśnie dlatego. Także warto wspomnieć, że wyemigrowało tutaj najwięcej Irlandczyków.
Obchody są bardzo proste. Bynajmniej w USA. Od rana do wieczora pije się irlandzkie piwo, policja udaje, że nie widzi, a właściwie to wszystkim wolno. Każdy ubiera się na zielono, świętuje, a zwieńczeniem jest parada. Oczywiście w tym roku się wybrałam, bardziej z ciekawości. I szczerze? Parada jak parada, chodziło głównie o to, aby znane marki się zaprezentowały, bardziej ciekawe było to , co działo się na ulicach, z ludźmi. Jak zwykle pojechałyśmy z Agą metrem, ściśnięte jak ogórki, w okół pijanych Amerykanów. Było to nawet śmieszne, dopóki nie zaczęli się nad Tobą pochylać z otwartymi ustami... W każdym razie było śmiesznie, raz próbowałyśmy się wcisnąć do metra dwa razy, raz poczekałyśmy na następne z nadzieją, że będzie mniej ludzi, a oni dokładnie przez przyjazdem kolejnego naparli nie wiadomo skąd <; Trochę jak zielona mafia, śmiesznie to wyglądało, jak już w końcu podjechali, wszyscy zaczęli krzyczeć U- S- A!
Muszę przyznać, że po raz pierwszy widziałam w Bostonie tyle przystojnych młodych ludzi! Poważnie, nie wiedziałam czasem, gdzie się oglądać, bo normalnie aż tak dobrze nie jest :) To jest trochę tak, że osoby w moim wieku w tym momencie powyjeżdżały do collegów i dlatego czasem ich po prostu w około brakuje. Ale wracając do tematu, co ciekawe na St. Patrick's Day niektóre ze 'słynnych obiektów' specjalnie farbuje się na zielono np. rzekę Chicago w centrum Chicago, London Eye, wodospad Niagara w Kanadzie czy Empire State Building w NYC. Jak główne hasło tego dnia mówi:

"EVERYONE'S IRISH 
ON ST. PATRICK'S DAY!"
























***

Dziś wyjechała Andrea. Na pewno kojarzycie, bo często bywała na moim blogu. Była pierwszą dziewczyną, którą tutaj poznałam, pomogła mi się odnaleźć, spędziłyśmy razem wiele fajnych chwil! Mimo, że czasem się trochę posprzeczałyśmy, ogólnie strasznie jest mi teraz przykro, że wyjeżdża. Zdałam sobie z tego sprawę na jej pożegnaniu. Zaprosiła nas wszystkie na wielkie śniadanie, porozmawiałyśmy sobie szczerze, opowiadała mi o planach po powrocie i nagle złapał mnie taki homesick jak nigdy! 
Wyobrażałam sobie mój powrót do domu, który nastąpi za więcej jak 5 miesięcy i po prostu mi się zrobiło przykro. Z jednej strony tak szalenie chciałabym wrócić, a z drugiej tak strasznie coś trzyma mnie tutaj. Co zrobić? Chyba dopóki nie zdecyduję się co robię, będę Wam tutaj tak smęcić o tym hahhaha :) Poważnie, już dawno nie byłam w takiej sytuacji.
W każdym razie, powoli wszystkie dziewczyny będą wyjeżdżać, czas nieubłaganie leci, pozostawiam wspomnienia daleko w tyle, pora na nowe doznania!

Washington D.C.   16 dni
Miami                    22 dni


***


Tak na szybko, chyba zapomniałam wspomnieć o tym, że idę na bal! Wszystko wiąże się z moim kursem, coraz częściej myślę, że jest doskonały! Po pierwsze tylko 3 soboty się z nim męczyłam, po drugie jadę do stolicy USA, po trzecie idę na bal, po czwarte dają mi za to 3 kredyty, czyli połowę tego, co potrzebuję. Może być lepiej?
W każdym razie była opcja, aby iść na ten bal lub nie. Nie było tak, że to mus, ale kto by nie skorzystał :) Tylko 20$ więcej trzeba było zapłacić, a na pewno zapamiętam go na długo. Kurs jest rekomendowany dla au pair, więc my idziemy na ten bal jako płeć damska. Z drugiej strony przychodzą amerykańscy marynarze, więc tak jakby się dobieramy. Brzmi meega i strasznie nie mogę się doczekać! Kupiłam już sukienkę. Musi być długa do ziemi, zawsze chciałam mieć taką, tylko nie miałam gdzie jej założyć. Naszukałam jej się wszędzie, myślałam już, że nie znajdę. Jednego pięknego wieczora wybrałyśmy się z dziewczynami do Bostonu, tak o. Benny stwierdziła, że czemu nie sprawdzić w Macy's (jednym z najdroższych, a na pewno najbardziej znanych sklepów w US), gdzie ja bym tam nigdy nie weszła, bo przecież dolary biją po oczach! A tutaj niespodzianka, kupiłam przepiękną sukienkę za 57$ (trafiłam na przecenę, bo kosztowała 240$). Uwierzcie mi, że to jest nic! Pokażę ją, jak zrobię ładniejsze zdjęcia, albo po balu :)

Stay tuned,


xoxo,                                    

7 komentarzy:

  1. huhu widzę, że masz mieszankę w głowie tak jak ja :D a termin podjęcia decyzji coraz bliżej :oo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie mów! A papiery już dostałaś? Ty przynajmniej lecisz do Polski w maju, szczęściaro!

      Usuń
  2. kuurcze, no wyobrażam sb jak ciężko podjąć taką decyzję, ale na pewno postąpisz słusznie :).
    o jaaaa! bal? brzmi elegancko! czekam na zdjęcie sukienki. marzy mi się kiedyś taką gdzieś założyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będą zdjęcia, ale sądzę, że z balu dopiero co by ładnie wyglądały :)

      Usuń
  3. Wow! Super musi być taki bal :)
    Co do Macy's to słyszałam, że ceny są tam wyższe, ale za to wyprzedaże bardzo dobre (: Ale nie byłam, więc mogę nie mieć racji ;>

    Czekam na relację z balu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i masz rację, ja zawsze ten sklep omijalam, bo myślalam, że jest mega drogi i jest! Ale jak widać można czasem coś znaleźć, co by się zgadzało :)

      Usuń
  4. jestem bardzo ciekawa sukni! tez zawsze chcialam taka miec ;D pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń