sobota, 8 marca 2014

Halfway


A więc to już.
181 dni, 4345 godzin, 260700 minut minęło, od kiedy po raz pierwszy raz postawiłam swoją nogę na amerykańskiej ziemi.
Jeej, gdzie się podział ten czas?!
Dopiero co był 9 września, żegnałam się z rodziną na lotnisku, przeżyłam swój pierwszy lot i zwiedzałam Nowy Jork na orientation, a już jest 9 marca i minęło mi tutaj pół roku!
Pomyślałam, że zrobię retrospekcję. Co już przeżyłam, które marzenia spełniłam, co mnie zaskoczyło, czego się nauczyłam, co mnie zaciekawiło. A później plany na kolejne pół roku, bo przecież to jeszcze nie koniec! Zostało mi jeszcze raz tyle czasu, co oznacza jeszcze więcej frajdy z tego pobytu. Mam tyle planów, tyle pomysłów! Mam nadzieję, że przynajmniej w jakiejś części niektóre z nich się powiodą :)

CO SIĘ WYDARZYŁO:

1. przyjechałam do USA, kraju o którym tyle wiedziałam z filmów/książek/telewizji i który zawsze chciałam zobaczyć na własne oczy
2. poznałam wielu Amerykanów, miałam okazję z nimi porozmawiać, usłyszeć ten akcent na żywo
3. zwiedziłam większość Nowego Jorku, przynajmniej te miejsca, które chciałam: Brooklyn Bridge, Empire State Building, Central Park, Manhattan, Times Square, Statue of Liberty, Rockefeller Center z największą choinką na świecie na Święta Bożego Narodzenia, piękne widoki z Top of the Rock oraz żółte taksówki <3
4. przeżyłam też sztorm śnieżny na jednym z najwyższych punktów Nowego Jorku- Empire State Building, gdzie nie było żadnych ludzi oprócz mnie i moich przyjaciół :)
5. byłam na meczach NBA, na jednym z nich grał Marcin Gortat z Washington Wizards (nie grał wtedy super, ale nie ważne xd)
6. byłam na meczach, baseball'u, w jednym z nich zmierzyli się: Boston Red Sox- New York Yankees
7.byłam na meczu football'u amerykańskiego (NFL) New England Patriots
8. poszłam na imprezę do Boston College z tradycyjnymi czerwonymi kubeczkami i masą pijanych Amerykanów
9. przeżyłam amerykański Halloween, Thanksgiving i Xmas
10. Nowy Rok spędziłam na jednym z wieżowców w Bostonie
11. 2 dni uczyłam się na Harvardzie hahahha tutaj się nie popisałam, ale CHECK!
12. byłam na dwóch koncertach w USA
13. uczestniczyłam w Blacklight Run z milionem innych ludzi mając nieziemską zabawę w kolorowych proszkach i światłach
14. odwiedziłam bar zrobiony z lodu 
15. widziałam Boston i NYC nocą, co zawsze łapie mnie za serce
16. byłam na jednej z reklam na Times Square wartej $$$$$ 
17. odwiedziłam trzy stany: Massachusetts, Connecticut, New York
18. byłam świadkiem, kiedy drużyna Red Sox została Mistrzem Świata, czego nie dokonali od 1918 r.
19. zdążyłam zakochać się w Bostonie

 

CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM:

1. odpowiedzialności za samą siebie
2. swobodnego wypowiadania się w języku angielskim
3. trochę lepiej gotuję
4. opanowania metra bostońskiego do perfekcji
5. parkowania tyłem 
6. walki z tęsknotą za krajem i rodziną
7. liczyć centy, co w gruncie rzeczy nie jest takie proste!
8. nie marnować czasu
9. opanowania trójki nastolatków
10. mogłabym być przewodnikiem po Bostonie
11. prowadzenia samochodu w USA, używanie autostrad, których wcześniej tak się bałam
12. oszczędności 



CO MNIE ZACIEKAWIŁO/ZDZIWIŁO:

1. W USA nie ma obiadu
2. z jakże małej ilości śniegu robi się tutaj zamieszanie i nazywa śnieżnym sztormem
3. odśnieżanie jednak idzie bardzo sprawnie i jeśli śnieg spadnie wieczorem, wszyscy pracują całą noc, aby rano drogi były w 100% gotowe do użycia
4. WSZĘDZIE dojeżdża się samochodem, szkoła za rogiem, ale i tak bus/rodzice dowożą dzieci, bo to takie zagrożenie, że hoho
5. kwiaciarnie prawie wymarły, ostatnio szukałam jednej, po czym Ela mi powiedziała, że teraz kwiaty można kupić już tylko w supermarkecie (kwiaciarnie można policzyć na palcach w okolicy 30 mil)
6. Amerykanie żyją od święta do święta. Jak przyjechałam, najpierw było Halloween i wszędzie dekoracje przez 2 miesiące, Halloween minęło- wszyscy żyli Thanksgiving, potem Boże Narodzenie i tak w kółko.
7. niezliczone prezenty na Boże Narodzenie
8. miłość Amerykanów do footballu czy baseballu jest większa niż Polaków do reprezentacji piłki nożnej
9. reklamy w TV są co 5-10 min po nie więcej jak 1 min zamiast 20 min w ciągu godziny
10. wszyscy do Ciebie zagadują o pogodę, ładną bluzkę czy godzinę, po czym rozmawiacie przez kolejne 20 min jak starzy przyjaciele 



Przeżyjmy to jeszcze raz!















 



















 





















































Patrząc na te moje 'dokonania' z  perspektywy czasu, ciągle wiem, że jeszcze nie zwiedziłam tego, co było moim największym marzeniem. Ale wiem, że spełniłam już tyle swoich marzeń, że jak najbardziej mogę być z siebie dumna! Nie powinnam pisać o tym, co jeszcze chciałabym zrobić, żeby nie zapeszać, ale to, co planuję na 100%, tym się podzielę :) Więc:

kwiecień: Washington D.C, Miami + Bahamy
maj: Chicago
maj lub czerwiec: Kanada
wakacje: San Francisco, Los Angeles, Las Vegas, Kanion Colorado, Phoenix lub Salt Lake City

Na prawdę liczę siły i pieniądze na zamiary i myślę, że wszystko to jest jak najbardziej realne. Nie za dużo wyjeżdżałam przez ten czas, co tutaj byłam, bo po prostu było ziiiiimno i nie miałabym żadnej przyjemności ze zwiedzania np. Chicago w śnieżycy. Zrobiłam to z Nowym Jorkiem, bo to był świąteczny czas, nie żałuję tego, bo byłam pod wielkim wrażeniem i śnieg wtedy kompletnie mi nie przeszkadzał. Z resztą do NY jest o wiele bliżej i mogłam jechać busem. Do Chicago trzeba lecieć samolotem, które bardzo często podczas śnieżyc odwołują więc to na prawdę nie jest takie proste... Ale teraz jestem zwarta i gotowa! Nie mogę się tego wszystkiego doczekać!

Jeśli chodzi o przedłużenie programu... Codziennie o tym myślę i nadal nie wiem, co robić. Jedyne, czego jestem pewna, to że zmieniłabym rodzinę zostając. Nie chodzi o to jacy są, bo są wspaniali i na prawdę byłoby ciężko do czegokolwiek mi się przyczepić, ale chodzi o moją potrzebę odkrywania i mieszkania w innym miejscu. Kiedyś jak byłam młodsza, powiedziałam sobie, że w przyszłości będę mieszkała co rok w innym miejscu, tak długo, aż zobaczę wszystko, o czym zawsze marzyłam. Oczywiście jak dorosłam, wydawało mi się to śmieszne i niemożliwe. Natomiast będąc tutaj czuję, że przynajmniej w jakimś stopniu mogę to marzenie spełnić. Nie wiem, chyba to jakaś siła wyższa tak mną kieruje, ale po prostu tak mam i czuję taką potrzebę. Może to śmieszne, ale czy marzenia mogą być śmieszne, nawet takie dziecięce?
Z drugiej strony szalenie tęsknię za swoim domem, rodziną, przyjaciółmi i nawet ulubionym lumpeksem w zabitym dechami Złotowie (żarty xd) i czasami gdybym mogła, wsiadłabym to pierwszego lepszego samolotu i rzuciła tę Amerykę. Tyle, że teraz już wiem, że i za tym miejscem będzie mi się tęskniło. Boston pokochałam zaraz od pierwszego razu, jak go zobaczyłam. Coś magicznego. Coś, co mnie przyciągnęło i nawet nie potrafię tego nazwać. Po prostu się zakochałam :)
Mam serce w rozterce, jeszcze trochę czasu mi zostało i mam nadzieję, że kiedy przyjdzie ten moment na podjęcie decyzji, nagle oświeci mnie, czego tak na prawdę chcę. Na razie moje życie jest na zasadzie: enjoy the moment.

Nie żałując ani sekundy z 181 dni, 4345 godzin, 260700 minut, które właśnie bezpowrotnie upłynęły mi z pobytu w Stanach Zjednoczonych, oficjalnie zaczynam kolejne 181 dni, 4345 godzin, 260700 minut z nadzieją na jeszcze więcej wrażeń, odkrywania obcego kraju jak i samej siebie oraz przygód! Wish me luck :)



xoxo,                               

6 komentarzy:

  1. jak to pol rokui szybko zlecialo :) mnie dopiero w tym roku czeka wyjazd do usa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super zdjęcia! Życzę kolejnych świetnych przygód! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o kurcze! mega szybko zleciało to pół roku. Pamiętam jeszcze pierwszy wpis na blogu, jeszcze przed wylotem. życzę Ci kolejnych niesamowitych sześciu miesięcy w Ameryce no i oczywiście podjęcia słusznej decyzji w sprawie zostania tam dłużej :). Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki dziewczyny, ja też nie wiem kiedy mi to zleciało :)

      Usuń
  4. po takich postach zawsze wszystko we mnie krzyczy: aaaaaaach, zabierzcie mnie tam! :)
    gratuluję Ci tego wspaniałęgo czasu i odwagi do podjęcia decyzji o zamieszkaniu w zupełnie nowym miejscu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki i ja też krzycze jedź tam!! :D

      Usuń