czwartek, 24 października 2013

Zrobiłam pierogi!

Cześć!

Muszę się przecież pochwalić, że ugotowałam coś sama, bo w moim przypadku to rzadkość! Stałam nad nimi jakieś 3h, zrobiłam ponad 50 i wyszły idealnie. Przynajmniej te moje... No bo chciałam zrobić C. przyjemność. Ona we wtorki jako jedyna przyjeżdża ze szkoły o 2:20 PM, a reszta dopiero koło 4:45 PM, więc mamy trochę czasu razem. Tak jak ostatnim razem zrobiłyśmy brownies, tak teraz pierogi. Oczywiście nie z kapustą i grzybami, czy mięsem. Kapusta kiszona tutaj to prawie cud, a mięso nie wiem jak zrobić, także były z twarogiem i ananasem w środku jako wersja słodka. Od razu zaczęło się, że J. nie lubi twarogu i C. zrobiła mu kilka z  purée z ziemniaków. 
Zawsze robiłam pierogi z babcią, zawsze denerwowała się jak robiłam je źle/krzywo/niestarannie. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak razi w oczy. Teraz jestem dumna, że babcia mnie tego nauczyła! Nie mogłam patrzeć, serce mi się kroiło kiedy widziałam jak C. je skleja... Niedociśnięte, z dziurami i wyglądające bardziej jak ślimaki i ciągle nie wiem, czemu akurat ślimaki mi to przypomina. Poprawiałam za każdym razem, jak się odwracała, ale ciężko było już później coś z tym zrobić. Jak są dziury i się gotują to oczywiście wszystko wychodzi, więc to bez sensu, bo potem je się samo puste ciasto. Wałka nie znalazłam, to użyłam bidonu :) Robiłam, co mogłam! Sami zobaczcie:


Polska  1:0  USA
 



 C. była tak skupiona, że ledwo się odzywała i oto mi chodziło, żeby ją czymś zająć. Przymykałam z ciężkim sercem oko na te jej pierogi. Moja babcia pewnie dostałaby zawału. Ugotowałyśmy, polałyśmy jogurtem owocowym, posypałyśmy cynamonem i młoda była zachwycona! Kiedy J. wrócił, zrobiłyśmy mu wersję ruską i stwierdził, że dobre. Wieczorem jednak, kiedy R. chciał zrobić je na kolacje powiedział, że były nie dobre i potem wszyscy bali się jeść. Było mi trochę przykro, bo nagle nikt nie lubił twarogu... Nawet nie spróbowali, a mogłam się założyć, że by polubili. Zamroziłam je i pomyślałam, że będą dla mnie 'na zaś'.
Wczoraj niespodziewanie wszyscy twaróg polubili i na kolację zabijali się o moje pierogi. Co prawda R. powiedział mi, że i tak spróbuje jednych i drugich ale mógł je zrobić dzień wcześniej. A tak, przychodzę na kolacje a tu moje pierogi! Nie zrozumiesz Amerykanina.... Moja rozmowa z J. na ten temat utwierdziła mnie w przekonaniu, że rzeczywiście nie rozumiem:
- Hey, you said yesterday you don't like cottage cheese. What happened now?
- Because it's good with pierogi!
- Woow, that's weird I though you just don't like it...
- Oh, Martiiiina, you don't understand! 
Jak na moje, to po prostu głupio było mu przyznać, że miałam rację, ale OK!
Co więcej? Jesień trwa, zrobiło się już trochę zimniej, a słyszałam, że w Polsce na odwrót! Dobrze, cieszcie się ładną pogodą! Wszyscy mi mówią, że tutaj jest taka typowo sroga zimna co 2 lata. Podobno była taka w zeszłym roku, ale nie można tego wykluczyć i tym razem. Codziennie było pytanie, czy dzieci powinny iść do szkoły, czy nie lub czy w ogóle ludzie powinni wychodzić z domów. Ela mówiła mi, że śnieg zakrył jej samochód. Dla mnie bomba! Lubię takie przygody :)
W tę sobotę Blacklight Run, cały czas nie wiem jak stamtąd wrócę, ale coś wymyślę!
Miłego weekendu!



xoxo,                                 

1 komentarz: