poniedziałek, 27 stycznia 2014

Malawi au pair

Hej!

Nie za bardzo miałam ostatnio o czym do Was pisać, bo poza tym, że na zewnątrz jest -50°C (słyszałam, że w Polsce tak samo) i śnieg raz jest, a na drugi dzień go nie ma, to nie chce się nikomu wychodzić z domu. A jak już wyjdę, to zazwyczaj gdzieś z dziewczynami, nic wartego uwagi. Niedługo zaczynam mój kurs, więc też będę zajęta, ale oczywiście chciałabym coś Wam napisać o tym, jak to się studiuje na Harvardzie, więc wszystko wkrótce!
Znalazłam jednak ciekawy temat na posta. Jakieś dwa tygodnie temu przyjechała do nas nowa au pair z Malawi. Afryka. Po spotkaniu stwierdziłam, że na prawdę powinnam coś tutaj o niej napisać. Ale od początku. 
W niedzielę zadzwoniła do mnie Benny, że nowa au pair chciałaby się spotkać i poznać inne dziewczyny z grupy. Nie wiedziałam czemu nie chciała iść sama, ale po 3 min rozmowy z nią (jeżeli można to tak nazwać), już wiedziałam. Już wcześniej Benny napomniała mi, że ona chyba za bardzo języka angielskiego nie zna. Wiedziałam, że w Afryce mają wiele języków plemion itd., ale również byłam przekonana, że większość z nich angielski jednak zna. Może to trochę głupie, ale sprawdziłyśmy w internecie przed tym jak przyszła, jaki jest pierwszy język w Malawi i okazało się, że to cziczewa. No ale nadal językiem urzędowym jest angielski. W każdym razie dziewczyna po angielski ni w ząb.
Przyszła, przywitałyśmy się. Pytamy się 'How are you?', a ona na nas patrzy, jakbyśmy ją pytały o badania nad przestrzenią kosmiczną. No nic, uśmiechnęłam się i za chwilę ona pyta się nas: 'How are you?' ;> Strasznie niezręczne. Za każdym razem jak pytałyśmy się ją jak jej się podobał Nowy Jork, jak szkolenie, jak dzieci, nowa rodzina, wrażenia o US- odpowiadała 'good', 'nice'. Było strasznie trudno nawiązać jakąkolwiek rozmowę z nią. Widziałam, że nawet kiedy my o czymś opowiadałyśmy, rozmawiałyśmy na różne tematy, ona nie za bardzo rozumiała, kiwając potwierdzająco głową. W końcu Benny musiała jechać do domu, a odebrała mnie, więc ja również. Powiedziałyśmy jej o tym i zaczęłyśmy wychodzić. Po czym ona nawet się nie ruszyła, nadal siedziała przy stoliku. Nie bardzo wiedziałyśmy, jak się zachować... Zapytałyśmy ją gdzie ma samochód, a ona odpowiedziała, że rodzina musi ją odebrać, bo ona samochodem nie jeździ. Benny zaproponowała więc, że odwieziemy ją do domu, tylko czy zna drogę- kiwnęła głową, że tak i że nam pokaże. No to się zapakowałyśmy do samochodu i w drogę. Jak przypuszczałam, ona nie miała pojęcia gdzie jest. Ciągle mówiła, że jechać prosto i prosto, aż nagle zorientowałam się, że coś nie halo, bo powiedziała, ze jest z Natick, a ja też więc zauważyłam, kiedy byłyśmy już za. W końcu wpadła w panikę, nie znała nawet swojego adresu... Dała mi w końcu swój telefon, żebym zadzwoniła do jej rodziny i przedstawiła sytuację, bo ona nie umiała wytłumaczyć. Pogadałam z jakąś babką, umówiłyśmy się w Natick Center i tam ją odebrała. Na szczęście.
Ja nie chcę tutaj być złośliwa, czy naśmiewać się z dziewczyny, która jest nowa itd., ale skłoniło mnie to do refleksji, jak taki ktoś może poradzić sobie w całkiem obcym świecie?
Przede wszystkim przecież dziewczyna musi znać swój rozkład, rozwozić/odwozić dzieci, rozmawiać z ludźmi jak się zgubi, iść po zakupy, zamówić kawę, cokolwiek... Nie bez powodu jednym z warunków wyjazdu jako au pair, jest znajomość języka angielskiego w stopniu KOMUNIKATYWNYM. To nie znaczy w zerowym. Zastanawiałam się, jak ona w ogóle dogadała się z rodziną na Skype. Można sobie poradzić, ale bez kompletnie żadnych podstaw się po prostu nie da. Mój angielski nie jest super perfekt i wiele rzeczy też nie uda mi się zrozumieć, ale zawsze wiem, jak kogoś o tym poinformować lub dopytać, o co dokładnie chodzi. Co ona by zrobiła, gdybyśmy nie zaproponowały jej podwiezienia do domu? 
Co jeszcze zauważyłam, dla niej jest to jakby zupełnie obcy świat. Jak większość krajów afrykańskich, Malawi nie należy do bogatych. Ona nie wiedziała, jak obsłużyć się z 5$, kiedy płaciła za gorącą czekoladę. To jest na prawdę smutne. Niby żyjemy na tym samym świecie, a tak się różnimy. A właściwie warunki w jakich żyjemy i ludzie, którzy nami 'kierują', powodują, że jesteśmy tak różni. 
Teraz powiem Wam coś, co jest jeszcze smutniejsze. Ja mogę się tutaj zastanawiać, czy zostanę na kolejny rok w USA, bo czy mi się tutaj podoba, bo czy mi się opłaca, bo czy wytrzymam tyle bez mojej rodziny... Dziewczyny z krajów biedniejszych nie mają takiego wyboru. Teoretycznie mają, ale rodzice decydują za nie. Dla ich własnego dobra, nie pozwalają im wracać do domu, argumentując to lepszym poziomem życia. Niestety większość z nich poniekąd ma rację. Poziom życia w Meksyku, Chile, czy krajach afrykańskich jest nie do porównania z tym, co jest w USA. Nie mówię, że tutaj nie ma biedy, oczywiście, że jest! Ale dziewczyna, która bardzo często ma piękny dom, darmowe wyżywienie i jeszcze 200$ na co tylko zapragnie jest w o wiele lepszej sytuacji, niż zostając w swoim biednym kraju. Dlatego też często takie au pair wysyłają nawet pieniądze do swoich rodzin, rezygnując jednocześnie z własnych przyjemności.
To smutne, że mimo wielkiej tęsknoty za własną rodziną, jaka na 100% je dotyka, nie mają możliwości powrotu do domu, bo nie za bardzo mają do czego. Ja będąc tutaj nie wyobrażam sobie bycia w takiej sytuacji. Cieszę się, że mogę sama zadecydować, co jest dla mnie lepsze i przede wszystkim być dumna, że ta nasza Polska, to nie jest jeszcze taka najgorsza :)



   xoxo,                                            

4 komentarze:

  1. Kurde, chyba mało kto się zastanawia nad takim aspektem programu...
    Świetnie, że o tym napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam sie z Toba w 100% smutne to bardzo, ale zastanawia mnie jedno jak ona rozmawiala z rodzinkami po angielsku hmm? Z drugiej strony troche mnie podbudowalas w sprawie jezyka angielskiego bo zawsze sie ma obawy ze nie poradzimy sobie z nim ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie wiem jak ona w ogóle sie tu znalazła :) i ciekawa jestem co taka rodzina kierowalo wybierając ja... W każdym razie to prawda, jeśli któras z nas obawia sie używania języka którego jednak w jakimś stopniu nauczyła sie w szkole- zastanówmy sie!

      Usuń