sobota, 7 września 2013

Good Bye Poland

Tyle się dzieje!
Nie wiem od czego zacząć... Leżę sobie już właśnie w łóżku po meeeega długim pakowaniu. Ja na prawdę nadal nie wiem, czy w ogóle wszystko mam... Limit bagażu głównego 23 kg, w moim 25 kg i nawet po wyciągnięciu jednego słoika mojego ulubionego miodu, który tym razem kupiłam nowej rodzince, nadal 25 kg :/ Trzeba było więc zrobić dogłębny przegląd KAŻDEGO worka próżniowego, powyjmować trochę szmatek, jedne buty i może nie będę płacić za nadbagaż. To samo z bagażem podręcznym. Limit 8 kg, a ja 10 kg. Ogólnie nie umiem się pakować, muszę to stwierdzić...
Cały tydzień to bieganie po sklepach za prezentami, wymianą pieniędzy, robieniem ostatnich zakupów, wizytą u dentysty (bolało jak nigdy), ostatnimi pożegnaniami ze znajomymi i rodziną, załatwianiem spraw w szkole, odebraniem wizy (tak dostałam ją :P) i tak w kółko. Ale dałam radę, jutro wyjeżdżam.
Co do prezentów, nie wstawiam zdjęć, bo nie miałam nawet czasu zrobić... No ale dzieciom kupiłam koszulki reprezentacji Polski, bo grają w piłkę nożną. Wiem, jak to z naszymi piłkarzami bywa, ale to nie z ich względu je kupiłam ;) Chciałam, żeby był jakiś polski akcent. Po za tym dwie gry planszowe, bo bardzo lubią. Dla HM mam srebrną bransoletkę, a dla HF trzy mini polskie wódki, a co! W podziękowaniu za pomocne rady dla ich byłej au pair, a także właściwie 6-ego członka rodziny kupiłam srebrne kolczyki, Alicia mi doradziła ;) Oczywiście do tego milion naszych słodyczy: Wawel, Wedel, Tiki Taki itd.
Wylatuję w poniedziałek o 13:30. Odprawa niestety zmusza mnie do wcześniejszej wizyty na lotnisku, więc będę musiała być tam koło 9. Dlatego jadę już jutro, niedziela to szał ciał w Warszawie, nocleg i rano Okęcie. Lecę 9h 10min bezpośrednio do Nowego Jorku, z przesunięciem czasu o jakieś 6h, będę tam późnym popołudniem. Tak, czeka mnie dłuższy dzień niż zwykle, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. W NY mamy szkolenie przez 4 dni (wycieczka też nas czeka :D) i 12-ego  pociąg ze Stamford do Bostonu. Mam nadzieję, że nie zagubię się tam i wsiądę do odpowiedniego pociągu ;)

                                                             Droga do szczęścia. :)

Jakoś jeszcze nie mogę uwierzyć w to, że to JUŻ się dzieje. Nie miałam czasu nawet tego wszystkiego przemyśleć, przygotować się mentalnie. Po prostu wsiądę do tego samolotu i zaczynam nowe życie za oceanem. Ciekawa jestem tego american dream, jak mi tam będzie, jak się odnajdę i w ogóle wszystkiego! Jednocześnie nie mogę się tego doczekać i w końcu wiem, że spełnię swoje największe marzenie! Nie da się tego opisać, to po prostu trzeba przeżyć samemu.
Żegnam się z Polską, to już ostatni post z mojej ojczyzny :P Jeśli przeżyję lot, to kolejny będzie już z NY. Postaram się wrzucić jakieś zdjęcia, dopiero teraz ten blog nabierze sensu! Wish me luck!


PS Właśnie dostałam maila od Alicii ze zdjęciami mojego pokoju, bo go wyremontowali. Nie mogła zdecydować się na kolor, więc jest cały biały. Zawsze chciałam taki mieć!!!!

                                                                                                                         xoxo,

1 komentarz:

  1. Nie Ty jedna problem z pakowaniem miałaś!! Widzimy się jutro na lotnisku!! Do zobaczenia :*

    OdpowiedzUsuń